Nocny
przejazd z Polskę pełen emocji - remonty, objazdy, wypadki,
a na poboczach krzyże - horror. Gdańsk, wakacyjny - spacer
po Długim Targu, obiad, ostatnie zakupy, tankowanie paliwa
i dojazd do portu . Załadunek na prom sprawny - nie ma
tłoku, w Skandynawii sezon truskawkowy jeszcze się nie
zaczął. Silny wiatr, trochę buja, jeszcze tego samego
wieczora morska choroba daje się we znaki mniej zahartowanym
25 czerwca 2008
r.
Po
19 godzinach morskiej podróży Szwecja wita nas słońcem.
Rozbijamy namioty na campingu nad morską zatoką. Pachnie
skoszoną trawą. W czasie spaceru w pobliskim lesie zaliczamy
bardzo bliski kontakt ze żmiją zygzakowatą, o włos udało
się uniknąć ukąszenia. Daje się zauważyć wielkie bogactwo
gatunków ptactwa; mewy, gęsi, kaczki, kormorany, ostrygojady,
czaple... Właśnie wykluwają się młode, więc w poszukiwaniu
pożywienia panuje spory ruch. Palimy małe ognisko, nocy
praktycznie nie ma , o północy tylko lekka szarówka.
26 czerwca 2008
r.
W
korku przedzieramy się przez centrum Sztokholmu - rezygnujemy
z postoju i spaceru po mieście, zniechęca nas upał. Autostradą
110 km/h pędzimy do Uppsali, dawnej stolicy Szwecji.
Zwiedzamy gotycką katedrę i zamek. Wysoko na galerii
katedry koncertuje orkiestra dęta. Tu nie ma pośpiechu,
niewielu ludzi na ulicach , w parkach rodziny z dziećmi
bawią się ze zwierzętami, w prowizorycznych zagrodach
owce, kozy i różowe świnki. Na uliczkach i parkingach
rowery, rowery, rowery...
27 czerwca 2008
r.
Wybieramy
drogę nr. 70 środkową Szwecją w kierunku północno-zachodnim.
Krajobraz faluje łagodnymi wzgórzami. Droga jednostajna;
jezioro, las, rzeka, niewielkie sterylne miasteczka wzbogacone
obiektami nowoczesnej architektury budynków publicznych.
Zwiedzamy skromny skansen, zgromadzono tu przykłady wiejskiej
zabudowy, wewnątrz proste narzędzia rolnicze oraz kolekcja
starych ubiorów. Zachwycają przedmioty kultury Samów
z niedalekiej Laponii. Żegnamy definitywnie noc, wkraczamy
w strefę polarnego dnia. Postój na sen w górskiej dolinie
przegrodzonej tamą i wielkim sztucznym jeziorem.
28 czerwca 2008
r.
Laponia
- krajobraz staje się coraz bardziej surowy, na pojawiających
się na horyzoncie górach widać płaty śniegu. Tundra;
karłowate brzozy i świerkowe lasy świadczą o długiej
i mroźnej zimie, na torfowiskach kwitnie wełnianka. Ledwie
widoczną ścieżką, potem przez wiszący most docieramy
do położonej na wyspie wielkiego jeziora lapońskiej wioski.
Osada była zamieszkana do połowy lat 60, ale ślady po
licznych ogniskach świadczą o częstych wizytach byłych
mieszkańców. Domostwa pokryte darnią są w całkiem dobrym
stanie i mogą służyć do dziś. Tego samego dnia w okolicy
miasta Mo i Rana wjeżdżamy do Norwegii. Stąd niedaleko
do lodowca Svartisen. O godz. 21 ścieżką wzdłuż jeziora
ruszamy znaną mi drogą pod lodowiec. Pod jednym z wodospadów
nagi norweg zażywa kąpieli. Olbrzymie wodospady i kamienna
czerwona pustynia doprowadza do wyniosłego lodowego czoła.
Możemy go dotknąć, na naszych oczach spada duża bryła
lodu, (trochę jej pomogliśmy celując kamieniami w wątły
pomost). Ryzykowna zabawa ; ale emocje i gorąca herbata
rozgrzewa nas przed długim powrotem.
29 czerwca 2008
r.
Wracamy
o północy, nad jeziorem o tej niezwykłej porze polarne
słońce rozpina tęczę która towarzyszy całemu powrotowi
. Ścieżką pod lodowiec podąża dwóch ludzi. Jeden zwraca
się do mnie po imieniu! To Rafał - kolega a Warszawy
ze swoim bratem. To niezwykle spotkanie w niezwykłych
okolicznościach zapoczątkuje serię kolejnych spotkań
z rodakami w większości mi znajomymi! Świat jest mały.
Starą drogą przez góry podążamy konsekwentnie na północ,
tu śniegu dostatek a żar leje się z nieba. Dla pobudzenia
biegamy boso po śniegu. Śnieg parzy! Wszystkie receptory
ukryte w stopach sprawiają ze krew krąży dwa razy szybciej.
W pobliskich wypełnionych wodą skalnych misach dla odmiany
zażywamy ciepłych kąpieli. Tego samego dnia przekraczamy
magiczny Krąg Polarny.
30 czerwca 2008
r.
Dzień
rozpoczynamy od wizyty na złomowisku samochodów w okolicy
Fauske. Dziś wizyta w jednym z najdzikszych i najpiękniejszych
Parków Narodowych Rago.
Można tu spotkać m.in. rosomaki. Wiszącym mostem a potem wzdłuż koryta
rzeki z licznymi wodospadami wspinamy się na skalny płaskowyż z oszałamiającym
widokiem. Vibramowe podeszwy terenowych butów w miarę pewnie trzymają
się obrobionych przez wodę i lód gładkich skał. W czasie deszczu droga
staje się tak śliska, że niemożliwa do przebycia. Nam na szczęście pogoda
dopisuje, ryzykowne podejścia są dostępne. Słabo oznakowany szlak i brak
dokładnej mapy nie pozwala zapuścić się dalej, nawet GPS ma kłopot z
odszukaniem satelitów, podobnie komórkowe telefony są poza zasięgiem
jakiejkolwiek stacji. Przez cały dzień spotykamy tylko jedną, bardzo
dobrze wyposażoną na kilka dni grupę młodych norwegów. "Wieczorem" ruszmy
dalej na północ po drodze mijamy monumentalny szczyt Krakmotinden.
01 lipca 2008 r.
Kończymy,
czy też zaczynamy dzień o północy. Nad Vesterfjordem
po drugiej stronie w odległości ok. 60 km piętrzą się
Lofoty, obserwujemy toczące się nad horyzontem słońce.
Podobne widoki będą nam towarzyszyć prawie co dnia. Zaciera
się poczucie czasu, zegarek przestaje być potrzebny.
Na wyspie Engeloya natrafiamy na ślady II wojny - mogiła
514 Czerwonoarmistów którzy zginęli przy budowie niemieckiej
fortecy; zespołu bunkrów i 3 super dział kal. 406 mm,
wystrzeliwujących 1035 kg pociski na odległość 56 km.
W jednym z bunkrów zwiedzamy muzeum. Imponujące fortyfikacje
przyciągają w luksusowych kamperach niemieckich turystów
- weteranów? Psuje się pogoda, na koniec dnia z Leknes
płyniemy promem do Lodingen w archipelagu Lofotów.
02 lipca 2008 r.
Lofoty
- ostrygojady przeraźliwym piskiem odciągają nas od gniazd.
Pogoda się poprawia, upał zasypiamy na poduchach z wonnego
mchu. Znakomite światło i czyste powietrze sprawia że
filtry polaryzacyjne działają z cała mocą, trzeba uważać
aby nie przesadzić. Svolvaer ze słynna górą zwieńczoną "kozimi
rogami" to początek wędrówki po tutejszych miasteczkach.
Nad wodą na palach stare chatki rorbuer, na drewnianych
konstrukcjach suszą się ryby, echo syren wycieczkowych
statków długo krąży pomiędzy skalnymi szczytami. Emigracja
zarobkowa sprowadziła to wielu Polaków, uśmiechnięte
i zadowolone polskie ekipy budowlano-remontowe spotykamy
prawie wszędzie. Informują nas o okolicznych atrakcjach,
udzielają rad, gdzie zrobić zakupy...Ciepło i jasno nie
wiadomo kiedy skończyć dzień.
03 lipca 2008 r.
Dziś
malownicze Henningsvaer. Od pierwszej wizyty w 2002 r.
fotografuję umierające nabrzeże. Wszystko trwa bez zmian,
tylko wejście na zbutwiały pomost staje się ryzykowne,
podkładam długie deski i udaje się dostać w miejsce to
co zwykle. Ustawiamy "Lofociarskiego" Trolla.
Po drodze sesja z plenerową rzeźbą - sferycznym lustrem
weneckim i tunelem dojeżdżamy do mojego "końca świata" Utakleiv.
Wspaniała plaża nad otwartym morzem nie pozwala zakończyć
dnia. Zaledwie kilka osób podziwia 3 godzinny "zachodo-wschód" słońca.
04 lipca 2008 r.
To
prawdopodobnie najdłuższy dzień wyprawy. Wędrujemy po
okolicznych plażach z białym piaskiem i turkusową wodą,
na każdej plażujemy do znudzenia. Zahartowane norweskie
dzieci zażywają morskiej kąpieli. Wizyta w pięknie położonym
Myrland i dzisiejszy wieczorny cel; góra Reinebringen.
Forsowna wspinaczka, na górze prywatny spektakl w północnych
promieniach słońca. To najpiękniejsze miejsce na całych
Lofotach. Niezwykłej urody góry a u podnóża w przepaści
nanizane na półwyspy Reine. Widok z tego trudno dostępnego
miejsca króluje na większości pocztówek.
05 lipca 2008 r.
Nie
przerywamy wędrówki ok. godz. 2 jesteśmy na końcu szlaku
w A. Wyczerpująca wspinaczka sprawia że nie zabawiamy
tu długo, szukamy noclegu. Kwitnąca łąka nad szumiącą
morską zatoką jest odpowiednim miejscem. W górze szybuje
orzeł. Po kilku godzinach snu budząc się nie słyszymy
morza. To odpływ wycofał wody z zatoczki, w czasie śniadania
morze wraca na swoje miejsce. W odtworzonej chacie Wikingów
w Borg próbujemy zbrojnego oręża. Ostatni punkt to Eggum
i rzeźba z projektu Skulpturlandskap Nordland której
autorem jest Markus Raetz. Głowa w zależności od kąta
patrzenia obraca się o 180 stopni.
06 lipca 2008 r.
Kolejny
cel to Andenes na wyspie Andoya najbardziej na północ
wysunięty punkt podróży. Zapisuję się na wielorybnicze
safari. Ok. 20 km od wybrzeża jest podmorski rów o głębokości
ponad 1000 m. Obecnie żeruje w tym rejonie ok. 30 wielorybów.
Słuchamy wykładu na ich temat, oglądamy gigantyczny szkielet
i slajd show, niestety pomimo słonecznej pogody silny
wiatr nie pozwala wyjść w morze. Zasypywani piaskiem
plażujemy na wydmach do późnego wieczora.
07 lipca 2008 r.
Kolejny
dzień rozpoczęty o północy. Moja ulubiona plaża w Andenes,
na mokrych kamieniach łowię światło. Wracamy wschodnim
wybrzeżem Andoyi, ciekawy układ chmur sprawia że przecinamy
w połowie wyspę aby mieć widok na ośnieżone szczyty na
stałym lądzie. Jadąc wzdłuż fiordu popołudniu jesteśmy
w Narviku, znajdujemy wojskowy cmentarz z grobem Polskich
żołnierzy. W centrum miasta Muzeum II wojny, na centralnym
placu drogowskaz pokazujący że stąd wszędzie daleko...
08 lipca 2008 r.
Zmierzamy
na południe, przekraczamy Krąg Polarny, tym razem w upale.
Zwykle zimne i wietrzne miejsce dziś pozwala przygotować
obiad. Kilka kilometrów dalej zwiedzamy założony ponad
100 lat temu Park Narodowy - Norland. Zgromadzono tutaj
rosnące w tajdze gatunki drzew z całego świata. Zaskakują
kontrasty; doliny porośnięte kipiącymi zielenią lasami,
100 - 150 m wyżej wegetuje tylko odporna na mróz karłowata
brzoza, na obłych wzniesieniach zalegają płaty śniegu.
09 lipca 2008 r.
Ponownie
jesteśmy w pobliżu lodowca Svartisen, szukamy nowej drogi.
Znakowanie szlaków jest bardzo skąpe, drogowskazem są
samochody z czeską rejestracją. Obecność Czechów jest
gwarantem że w pobliżu mamy coś interesującego niedostępnego
zza okien wszechobecnych kamperów. Górskie ścieżki po
godzinie marszu zanikają, brak precyzyjnej mapy wyklucza
dalszą wędrówkę, rwące potoki i niedostępne skały wymuszają
odwrót. Atrakcją dnia, a może nawet i podróży jest wodospad
Marmorslottet. Niezwykłe formy wyrzeźbione przez wody
lodowcowej rzeki w przecinającej koryto szerokiej żyle
marmuru. Powyżej wodospadu jezioro z tworzącymi wyraźną
granicę dwoma kolorami wody, mętną lodowcową i klarowną
ze źródeł.
10 lipca 2008 r.
Stiklestad
-pole bitwy i miejsce śmierci Olafa II Haraldssona w
1030 r. Doroczny wielki festyn za tydzień, w amfiteatrze
trwają próby historycznego spektaklu. We wnętrzach futurystycznego
hotelu wystawa fotografii z początku XX w. Loentza Evarta
Larssona. Olbrzymia kamera i seria dostojnych portretów
zachwyca.
Kolejna historyczna pamiątka przywołuje czasy Vikingów - 38 głazów wytyczających "Drogę
Królewską" datowaną na 800 - 900 r.
11 lipca 2008 r.
Trondheim
i wspaniała gotycka katedra, spędzamy w jej wnętrzu kika
godzin zwiedzając ją od katakumb aż po dach. Każda figura,
maszkaron czy detal wart jest osobnego portretu. Kosmopolityczne
miasto zachęca do spaceru główną aleją i nad zabytkowym
portowym kanałem. Wieczorem kolejne spotkanie z Vikingami
- cmentarzysko ok. 750 pochówków datowanych na 700 -
1000 r. w miejscowości Vang.
12 lipca 2008 r.
Góry
coraz wyższe, a doliny coraz ciaśniejsze. Odwiedzam samotnie
mieszkającego Norwega, Ole Toftte. Dwa lata temu zrobiłem
mu portret - dziś przywiozłem powiększenie. Miłe spotkanie,
pijemy kawę, robię nowy portret. Ole pozuje ze strzelbą
swojego pra-pra-dziadka, osadnika budowniczego upadającej
dziś farmy. Malowniczą doliną jedziemy do wodospadu Mardalsfossen.
Prawie tropikalnym lasem w zielonych mchach i porostach
idziemy możliwie najbliżej. Woda spada z wysokości 297m
aby po odbiciu od skalnego progu szybować jeszcze 358
m ! Przemoczeni spijamy rozpyloną w powietrzu wodę. Na
koniec dnia przy ognisku robimy notatki z podróży.
13 lipca 2008 r.
Dziesiątki
wodospadów świadczą o bliskości lodowców. Zatrzymujemy
się pod najwyższą w Europie pionową ścianą skalną; Trollstigen.
Ściana to wyzwanie tylko dla najlepszych wspinaczy. Natomiast
przed nami do pokonania słynna Droga Trolli. Startujemy
z wysokości 295 m aby po 11 ostrych zakrętach wyjechać
na 1610 m. Kilka minut samochodowej wspinaczki u wszystkich
wydziela sporą dawkę adrenaliny. Górski płaskowyż obficie
pokrywa śnieg, mżawka nie pozwala nacieszyć się zimowymi
krajobrazami. Szaleńczy zjazd i znów jesteśmy na poziomie
morza, przeprawa promem i kolejne podjazdy. Nad uznanym
za najpiękniejszy Geirangerfjordem zachmurzone niebo
łaskawie otwiera się odsłaniając słońce. Spacer wzdłuż
kilkusetmetrowej przepaści południowej ściany fiordu
dostarcza kolejnych emocji.
14 lipca 2008 r.
W
Lom oglądamy pierwszy stavkirke (kościół słupowy) z XII
w. Stały przepływ grup turystów sprawia że nie zostajemy
tu długo.
Dalsza droga to ciągłe zjazdy na poziom morza i podjazdy, dziś max. na
1434 m. Kontrasty pogodowe, temperaturowe i klimatyczne. Tuż przy drodze
robimy sobie zdjęcie na tle 3 -metrowej śnieżnej zaspy, a po niecałej
godzinie fotografujemy odbicia tychże gór w otoczonych zielenią fiordach.
Rzadko gości tu wiatr, a duża głębokość tworzy niezwykle klarowne odbicia,
stąd też nazwa jednego z nich jak najbardziej uzasadniona Lustrafjoden.
15 lipca 2008 r.
Jesteśmy
pod lodowcem Jostedalsbreen, pada deszcz. W nowoczesnym
muzeum lodowca czekamy na poprawę pogody ponad 2 godz.
Opłaciło się, słońce świeci tyle ile potrzeba aby dojść
do czoła i wrócić. Przepływamy ostatni fiord, na pożegnanie
słońce rozpina tęczę. W Burgund malownicze stavkyrke.
Wokół na kilkadziesiąt metrów obowiązuje "ticket
area", aby się zbliżyć trzeba wykupić bilet! Robię
zdjęcia teleobiektywem z "bezpiecznej" odległości.
16 lipca 2008 r.
Kosmiczna
ciekawostka. Krater, miejsce uderzenia meteorytu z przed
650 milionów lat. Trudno coś dostrzec ale liczne tablice
z opisami starają się być przekonywujące. Zbliżamy się
do Oslo, po raz pierwszy od kilkunastu dni na niebie
widzimy gwiazdy.
17 lipca 2008 r.
Zwiedzanie
Oslo rozpoczynamy od Vigeladsparken. Dzieło norweskiego
rzeźbiarza Gustava Vigelanda; 212 rzeźb ludzkich postaci
obrazujących etapy naszego życia od narodzin do śmierci.
W porcie liczne drewniane żaglowce i barki skrzypią olinowaniem.
Życie towarzyskie i kulturalne miasta koncentruje się
na nadmorskiej promenadzie. Hiper nowoczesna i pełna
światła architektura jest tutaj niezwykle przyjazna,
nawarstwienia różnych stylów i rozwiązań to prawdziwy
podręcznik dla współczesnych projektantów. 30% odsetek
emigrantów dopełnia kolorytu miasta. Zwarte centrum zachęca
do spaceru, główne osie komunikacyjne ukryte w tunelach
i obfitość zieleni sprawia że mieszka się tu miło i wygodnie.
18 lipca 2008 r.
Ponownie
jesteśmy w Szwecji, nad jeziorem Wener w Kristienehamn
podziwiamy 15 metrową rzeźbę Pabla Picassa. Odwiedzamy
wiejskie rezydencje w Stromsholm i Tido. Zachwyca ich
położenie, siedziby otoczone parkami, wysadzane wiekowymi
dębami aleje prowadzą na rozległe pastwiska z pasącymi
się na nich szlachetnej krwi końmi. Po horyzont łany
zbóż i pustka, czasem pomiędzy cyprysami pojawia się
antyczna rzeźba. Krajobraz i architektura wysmakowana
w najdrobniejszych detalach. Nie widać pracujących ludzi
czy maszyn, mamy wrażenie obecności w krainie szczęśliwości,
dostatku i dobrobytu gdzie wszystko jest wypielęgnowane
od zawsze. XVII wieczne Vasteas to niewielkie miasto
pełne życia w kawiarnianych ogródkach, na placach zamiast
pomników rzeźby - tutaj zwykli ludzie na rowerach jadą
do pracy. W Rusten kolejne spotkanie z Wikingami - cmentarzysko
z grobami w kształcie łodzi, wysokie kurhany, kamienie
runiczne i prehistoryczny labirynt.