Wyruszamy
promem z Danii, z krańca półwyspu Jutlandzkiego. Po trzech
dniach morskiej podróży wpływamy w gęstą mgłę. Na pokładzie
mimo wczesnej pory grupa podróżnych w napięciu wypatruje
wyspy. W końcu pojawia się ale tylko na chwilę, z daleka
widać jej surowe piękno: tarasowo wypiętrzone góry, ośnieżony
płaskowyż, od lądu wieje zimny wiatr.
Niewielki port: kilka domków, wokół szumią niewidoczne wodospady, na skrawku
trawy mężczyźni grają w golfa. Z promu zjeżdżają terenowe auta - na przyczepach
oryginalne konstrukcje wszędołazów. Stromym podjazdem wydostajemy się ponad
mgłę. W pełnym słońcu wita nas kurtyna wodospadu i śnieżna pustynia. Z przełęczy
otwiera się widok na rozległą dolinę z mikroskopijnym miasteczkiem.
Wokół
miejscowego warsztatu samochodowego kolekcja kilkudziesięciu samochodowych
wraków: kultowe Wilisy, Land Rovery, Chevrolety. W tym bezdrożnym krajobrazie
znajduję Cadilaca. Pomiędzy pordzewiałą blachą i łuszczącym się lakierem
fotografując, spędzam trzy godziny.
Główną drogą Nr 1, prowadzącą dookoła wyspy kierujemy się na południe. Tuż
za miastem kończy się asfalt... Wzbijając tumany kurzu dajemy się wchłonąć
nieznanej wyspie. Wokół pustka, brak drzew, trawa w obrębie pastwisk, co
jakiś czas samotna farma, stada koni i owiec. Wszystko jest inne - czarne
plaże,
swobodne delty rzek, wulkaniczne stożki, gejzery, jęzory szarobłękitnych
lodowców... Monumentalna przyroda zdaje się nie pasować do tak małej powierzchni
wyspy.
Kolejna ściana wodospadu, otoczenie wyściełane trawą "z metra". Obok
w belach spoczywa jej wielki zapas, wszak sezon dopiero się zaczyna.
Docieramy
do zatoki lodowcowej Jokulsarlon - tutaj największy w
Europie lodowiec spotyka się z morzem. Od czoła, co jakiś
czas z hukiem odrywa się lodowa góra. Pomiędzy bryłami
błękitnego lodu z gracja pływa foka.
Zbliża się sztorm, o jego sile ostrzegają nas przejeżdżający Islandczycy. Na
niebie chmury zwijają się w powietrzne trąby, przebijamy się przez siekący
deszcz. Gwałtownie zapadają ciemności. Poszarpane wybrzeże, w oceanie skalne
ostańce - ryzykownie wspinamy się na stromy klif, pod nami szaleją fale Atlantyku.
W szczelinach kolonie ptaków, egzotycznie ubarwiony maskonur pozuje do portretu,
pozwala zbliżyć się na wyciągnięcie ręki.
Wodospad Gullfoss z daleka zdradza swoją
obecność chmurą rozpylonej w powietrzu wody. Mamy wrażenie,
że wszystkie wody Islandii w tak spektakularny sposób wchłania
wąska szczelina kanionu. Przed nami pierwsze pola z gorącymi
źródłami. W napięciu patrzymy w niewielki otwór w ziemi.
Błękitny wodny bąbel nabrzmiewa i opada. Regularnie co
kilka minut z głośnym sykiem w niebo strzela kikunastometrowy
pióropusz gorącej pary.
Rejkjawik- senny i deszczowy, mżawka wkrada
się wszędzie. Tu życie toczy się za szybami: wystaw sklepowych,
galerii i kawiarni. Mieszkańcy zamknięci w terenowych autach
nieustannie krążą po mieście. Pieszych spotykamy tylko
w ścisłym centrum. Nad miastem góruje nowoczesna katedra
w kształcie kosmicznego promu. Przed nią ustawiono naturalnej
wielkości rzeźby -srebrne i brązowe - ludzkie postacie
w różnych pozach. Wewnątrz kościoła jedna z nich, jako
nieliczny gość przysiadła w ostatnim rzędzie ławek. Na
przedmieściach na drewnianych żerdziach suszą się dziesiatki
tysięcy ryb.
Błękitna Laguna koło Grandaviku - znana
z folderów. W mlecznoniebieskiej wodzie pochodzącej z naturalnych
gorących źródeł , niezależnie od temperatury powietrza
pod gołym niebem pławią się dziesiątki osób. Wokół ponure,
czarne lawowisko. Spowita w kłęby pary srebrna o futurystycznej
architekturze elektrociepłownia współtworzy księżycowy
krajobraz.
Jedziemy na północ. Góry coraz wyższe, w dolinach pojedyncze farmy i stada
koni. Krajobraz jak z westernów, tylko mustangi bardziej krępe i w zdecydowanie
ciepejszych "futrach"...
Północna część wyspy jakby cieplejsza i
bardziej zielona. Zakładamy obóz. Z zebranego wyrzuconego
Morze Grenlandzkie syberyjskiego drewna rozpalamy ognisko.
Jest północ, słońce dotyka horyzontu. Trwa polarny dzień,
od Koła Podbiegunowego dzieli nas zaledwie kilkadziesiąt
kilometrów.
Okolice
jeziora Myvatan tutaj znajdują się największe na Islandii
lęgowiska ptaków. W powietrzu wzrasta harmider, jesteśmy
tu intruzami. W niedalekich górach zupełnieinne "życie":
w zagłębieniach wrze woda, pulsuje niebieskawe błoto.
Ziemia ujawnia swoje niespokojne wnętrze, w powietrzu
unosi się zapach siarkowodoru. Wspinamy się na szczyt
wygasłego wulkanu. Wszędzie popiół, po horyzont kęsy
lawy. Schodzimy do krateru. (średnica 2 km głębokość
140m). We wnętrzu ułożone przez turystów jasnymi kamieniami
napisy - jest i Polska!
Szutrową
drogą zmierzamy w głąb wyspy. Kamienna pustynia, niesiony
zimnym wiatrem bazaltowy pył poleruje głazy, wciska się
wszędzie. Światło zachodzącego słońca barwi kosmiczny pejzaż
na czerwono. W tych okolicach ćwiczyli amerykańscy astronauci
przed wyprawą na Księżyc.
Niespodziewanie stajemy nad krawędzią przepastnego kanionu. Jego skalę mogą
oddać cienie chmur rzucane na pionowe słupy bazaltowych skał. W dole trzy kolejne
stopnie wodospadów, każdy w innym charakterze. Jest połowa czerwca - wracamy.
Islandia zaskoczyła nas swoją potęgą ,
dziewicza odmiennością. Była dla nas łaskawa promieniami
słońca i wymagająca - nie szczędziła chłodu, deszczu i
huraganowych wiatrów.
Na pełnym morzu po trzech tygodniach zapada prawdziwa noc. Podziwiamy gwiazdy,
planujemy następną podróż.
w wyprawie
uczestniczyli:
Michał Banaś
Anna
Gwóźdź
Paweł Kosicki
Współpracował z tygodnikiem Wprost
jako fotoreporter. Najbardziej interesują go ludzie. Członek
Poznańskiego Towarzystwa Fotograficznego. Publikuje w prasie
lokalnej i ogólnopolskiej. Biegle posługuje się zarówno
aparatem fotograficznym jak i kamerą filmową. Z zawodu
grafik komputerowy
Włodzimierz Płaneta
Dawid Wałęga
Przygodę fotograficzną rozpoczął
w liceum, współpracował z Tarnowskim Towarzystwem Fotograficznym.
Obecnie wykonuje
zdjęcia dla ogólnopolskiego miesięcznika"Z biegiem lat".
Wystawy:
18.07-30.07.2005 Hotel "Geovita" -
Krynica - Wernisaż fotografii i pokaz slajdów.
16.05.-10.07.2005 Biblioteka Publiczna ul. Partyzantów 40, Chełm - wystawa
fotografii oraz pokaz przeźroczy.
01-30.04.2005 - SAUER STUDIO ul. Łobzowska 12, Kraków - wystawa fotografii
20.04.2005 - EUROFOTO 2005 - Poznań - pokaz przeźroczy.
19.02.2005 - Wiejski Dom Kultury w Mostkach wystawa fotografii i pokaz przeźroczy
14.01.2005 - Śródmiejski Ośrodek Kultury ul.Mikołajska 2, Kraków - pokaz przeźroczy.
07-31.01.2005 - wystawa fotografii - Galeria Fotografii "Ratusz" -
Zamość
07.10.-10.11.2004 Stała Galeria Fotografii "Warsztaty Fotograficzne" Dworek
Białoprądnicki ul. Papiernicza 2, Kraków
Publikacje:
FOTO, Fotografia Cyfrowa, Gazeta
Wyborcza, Biuletyn Fotograficzny, Foto-Video 9/2005,
National Geographic 10/2005
Fotografie uzyskały nagrody:
•Lumix Awards 2004 "Perfect
Place - category winner, monthly winner
•"Człowiek Obok mnie" Białystok 2004 - III nagroda
•"Cudowna Natura Wody" ZPFP - II nagroda w fot. cz/b + wyróżnienie
w fot. kol.2005
•"Poznaj Świat" - dwa zdjęcia miesiąca, 2004
•"Podróże" - zdjęcie miesiaca,2004
•Ogólnopolski Konkurs Fotografii "Dziecko" - Poznań 2005 - III
Nagroda
•V Ogólnopolski Otwarty Konkurs Ekologia w Obiektywie 2005
•"Ziemia XXI" - II Nagroda
•I Edycja Wielkiego Konkursu Fotograficznego National Geographic Warszawa
2005.
Gazeta Wyborcza 04.11.2004 "
Islandia 2004" - Stała Galeria Fotografii "Warsztaty
Foto-graficzne" w Dworku Białoprądnickim. Zwykle fotografie
stanowią pamiątkę z wyprawy. Chodzi o to, by pochwalić się
przed rodziną i znajomymi, gdzie się było i co się widziało.
Nieczęsto się zdarza, by podróżować w celu robienia zdjęć.
Taką ekspedycję na Islandię zorganizowała grupa fotografów
skupiona wokół pracowni w Dworku Białoprądnickim. "
Kilka tysięcy zdjęć, kilka tysięcy kilometrów, niezliczona ilość wraże i jeden
długi dwutygodniowy dzień " - tak wyjazd podsumowuje uczestnik wyprawy Włodzimierz
Płaneta.
Islandia jest krajem egzotycznym, chociaż od Polski nieodległym. Czas się tu
zatrzymał. To wyspa, która niewiele się zmieniła od początków dziejów planety.
Gejzery, lodowce, ogromne wodospady, płaskowyż pokryty wulkanicznymi osadami.
Raj dla geologów i fotografów.
Na wystawie przedstawiono prace trzech fotografów - Pawła Kosickiego, Włodzimierza
Płanety i Dawida Wałęgi. Chociaż podróżowali razem, każdy fotograficznym okiem
dostrzegł co innego, inaczej. Tajemniczość krajobrazów Islandii łączy się z obecnością
człowieka na wyspie, jakby w tle, przypadkowego gościa w obcym świecie. Nawet
wraki porzuconych samochodów przypominają cmentarzysko, na którym umarłe zwierzęta
pozostawiły pancerze w miejscu gdzie zastała je śmierć.
Zazdroszczę im tej wyprawy, nie tylko ze względu na piękno Islandii. Bardziej
zazdroszczę przygody, jaką wspólny wyjazd ludzi, których łączy pasja fotografowania."